Wyszukiwarka:

Środa 22/11/2017

Galeria

Galeria

Foto

:: więcej...

Galeria

Menu

Warto wiedzieć

WSPÓLNOTOWE
REKOLEKCJE ADWENTOWE

Termin: 08-10.12.2107
w Reptach
cena: 132 zł
Ilość miejsc ograniczona.
Zapisy i informacja:
Brygida Rezner tel. 696872126
 

 

 NAJBLIŻSZE SPOTKANIA

 

SPOTKANIE W PIERWSZĄ 

NIEDZIELĘ MIESIĄCA 

3 grudnia
(Msza Św. godz. 13:00)

Dom Katechetyczny
Parafii św. Anny w Zabrzu


SPOTKANIE W DRUGĄ
NIEDZIELĘ MIESIĄCA

10 grudnia
(Msza Św. godz. 14:00)

Dom Rekolekcyjny
ul. Bytomska 39,
Zabrze-Biskupice

 

REKOLEKCYJNE INFORMACJE
ZNAJDZIESZ KLIKAJĄC 
TUTAJ

Menu

Menu

Darczyńcy / Sponsorzy

logo

Menu

Menu

Szybki kontakt

Katolickie Stowarzyszenie Niepełnosprawnych i Ich Przyjaciół "Modlitwa i Czyn"

ul. Bytomska 39
41-803 Zabrze
Tel.: (32) 271 68 47
E-mail: ksn.micz@op.pl

FB: www.facebook.com/modlitwaiczyn

Bank Pekao S.A. o. Zabrze
Nr konta: 18 1240 4849 1111 0000 5350 7738
KRS: 0000223459

:: więcej...

Menu

1% dla naszego stowarzyszenia

Wiadomości od Klaudii Zając z misji w Hondurasie

Data dodania: 2017-01-22 12:46:07

News

Klaudia Zając była przez dłuższy czas wolontariuszką podczas naszych rekolekcji wspólnotowych w Biskupicach i Reptach. Obecnie przebywa w Hondurasie, gdzie jako wolontariuszka pomaga w pracy misyjnej.

Informacje pochodzą ze stronki http://rzedowice.pl/  Dzięki zgodzie Klaudii i Pani Sołtys - dzielimy się informacjami od Klaudii z czytelnikami naszej stronki.

W rozwinięciu znajdują się linki do listów Klaudii.

 

http://rzedowice.pl/wp-content/uploads/2017/01/K.-Zajac-3-HONDURAS-01-2017.pdf

http://rzedowice.pl/wp-content/uploads/2016/11/K.-Zajac-2-HONDURAS-11-2016.pdf

http://rzedowice.pl/wp-content/uploads/2016/11/K.-Zajac-1-HONDURAS-10-2016-1.pdf

 

Na sam początek przeczytajcie sobie list- świadectwo posłania, czyli co skłoniło Klaudię do wyjazdu na misje.

Chcę się z Wami podzielić ostatnimi wydarzeniami mojego życia, które z zewnętrznego punktu widzenia może wyglądać tak, jakby stanęło na głowie, ale ja wiem, że dopiero teraz zaczynam stawać na nogach. Ostatnie 3 lata spędziłam w Wiedniu pracując i studiując. Było to bardzo piękne doświadczenie życiowe: nauka samodzielności, języka, nawiązanie nowych, pięknych przyjaźni, podróże, spojrzenie na moją rodzinę z dystansu.

Nie oddałabym tego czasu za nic w świecie.. Nie brakowało mi przez te lata niczego: przyjaciół, wolnego czasu, rozrywek, możliwości odwiedzania domu i rodziny, nowych doświadczeń, podróży…Robiłam to, na co miałam ochotę, a raczej uciekałam od tego, na co ochoty nie miałam. Mieszkałam przez ten cały czas sama, więc nie było to trudne. Chciało mi się gotować, to gotowałam, nie chciało, to kupowałam coś gotowego. Chciałam pobyć sama to siedziałam w mieszkaniu, chciałam z kimś pogadać, to spotykałam się ze znajomymi, a jak zatęskniłam za domem to przyjeżdżałam na weekend.

 

Chciałam wyjść na imprezę to pisałam do wszystkich koleżanek, aż któraś się zgodzi, a jak chciałam zobaczyć film i nikt nie chciał się dołączyć – to oglądałam sama. Chciałam być na rekolekcjach to pojechałam, wymyśliłam sobie urlop nad morzem to się spakowałam, zabukowałam bilety i już mnie nie było.

 To wszystko samo w sobie nie było złe, bo i spotkania z przyjaciółmi i rozrywka i poznawanie świata są czymś, do czego Bóg nas stworzył, Bóg chce, żebyśmy byli szczęśliwi. Problem jednak był w tym, że wszystko kręciło się wokół mnie, wokół tego co ja chcę.

I byłam szczęśliwa – tak mi się przynajmniej wydawało. W całym tym moim egoizmie byłam jednak blisko Boga i myślę, że tylko to pomogło mi w odpowiednim momencie spojrzeć z dystansu na swoje życie.

I dowiedziałam się okropnej prawdy o sobie, że nie potrafię być przy człowieku. Ktoś kto mnie zna, może powiedzieć: jak to? Przecież Klaudia zawsze była miła i serdeczna i wszędzie się udzielała.

To prawda, ale wszędzie byłam na chwilę, tak długo jak ja tego chciałam, nigdy nie zastanawiałam się, czy ktoś potrzebuje mojej obecności na dłużej. Wewnętrzny niepokój ogarniał mnie już przez dłuższy czas, ale dopiero po tygodniowym urlopie w domu i powrocie do Wiednia rozpoznałam co to za pustka: brakuje mi człowieka u mojego boku. I nie mam tutaj na myśli rodziny, chłopaka, męża czy przyjaciela – byłam po prostu samotna.

W tym samym czasie, kiedy w mojej duszy wszystko się gotowało, w polskim Kościele w Wiedniu na mszy byli członkowie Domów Serca, żeby opowiedzieć o tym co robią, o tym jak kochają. Mnie wtedy nie było, ale były moje koleżanki Ania i Asia i to one opowiedziały mi o tym jakich wspaniałych ludzi poznały i że można z nimi wyjechać na misje. Początkowo nie traktowałam tego poważnie, ponieważ nie wyobrażałam sobie nie być w domu przez co najmniej rok, ale ta pustka w środku coraz bardziej dawała mi się we znaki.

Podejmowanie decyzji trwało około pół roku, było to bardzo trudne, ale miałam dość robienia wszystkiego na pół gwizdka, bycia wszędzie, na chwilę, rozmów z wszystkimi o niczym (pomijając oczywiście krąg moich przyjaciół, na których zawsze mogłam polegać i dzięki którym zdecydowałam się na wyjazd na misje).

Problem nie tkwił w zewnętrznym świecie i w innych ludziach, bo to ja nie potrafiłam być i dać siebie całej. Postanowiłam rzucić się w przepaść i zdecydowałam. Chcę się nauczyć po prostu być, trzymać ludzi za rękę bez patrzenia na zegarek, wprowadzać zmiany na ostatnią chwilę w zatwierdzonym już harmonogramie, potrafić uśmiechnąć się do kogoś choć pęka mi serce, tylko po to by dodać komuś otuchy.

Choć wielu ludzi podziwia mnie za odwagę, za dobre serce, bo jadę pomagać biednym dzieciom na drugim końcu świata, to ja chylę czoło przed wszystkimi mamami, które budzą się z myślą co zrobić dzieciom na śniadanie a kładą się z wyrzutami sumienia, że za mało dzisiaj z siebie dały.

 Chylę czoło przed wszystkimi dziećmi które opiekują się schorowanymi rodzicami. Chylę czoło przed wszystkimi rodzinami, które zmieniają całe swoje życie żeby podporządkować je pod tryb dnia niepełnosprawnego dziecka.

Chylę czoło przed wszystkimi siostrami zakonnymi i księżmi, którzy trwają całe swoje życie przy Bogu prosząc o przebaczenie dla grzeszników. Chylę czoło przed młodymi, którzy potrafią przyznać się do wiary przed grupą drwiących z nich kolegów z klasy czy nawet nauczycieli. To oni stoją jak Maryja u stóp Krzyża, trwają – pomimo bólu.

Dziękuję za każdą osobę, która jest dla mnie żywym świadectwem. Bo mnie póki co stać jedynie na chwilowe porywy miłości, a ja chcę żyć kochając, jak wiele osób w naszym otoczeniu których nie zauważamy, jednak przede mną jeszcze długa droga nauki. I na ten czas proszę Was o modlitwę za mnie.


powrót ::